sobota, 15 sierpnia 2009

0014

To był całkowicie mój pomysł. Piotrek kupił i zespawał ze sobą druciki, tak aby powstały śliczne różki. Kupiłam najbardziej obciachowy strój kąpielowy jaki można było kupić + wyżyłam się artystycznie niszcząc koszulkę i obszywając ją tasiemkami i perełkami... potem bodypainting potrwał dobre 40 minut... efekt? Totalna masakra, bo szacowna modelina, nie dość, że się spóźniła, to jeszcze pochwaliła się nam, że od dwóch dni nie była w domu, a poprzedniej nocy balowała. I to wszystko przełożyło się na jej pozowanie. Mi niedobrze się robi od patrzenia na takie coś.

Dodatkowo się okazało, że modelka jest ciut tęższa i szersza niż jej portfolio to sugerowało, więc drodzy fotografowie, nie odchudzajcie zbytnio modelek, a drogie modelki są proszone o polaroidy. To kolejne doświadczenie, które wyniosłam z sesji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz